RSS
poniedziałek, 21 listopada 2005
Festung Oppeln


W nocy z 21 na 22 stycznia 1945 r. Johan Graf von Pfeil, dowódca twierdzy Opole, już wie, że nie utrzyma opustoszałego miasta. Zwiadowcy zameldowali mu właśnie, że oddziały szturmowe Armii Czerwonej zdobywają Kępę i Luboszyce.

Tymczasem obiecane posiłki nie nadchodzą. Von Pfeil dopala papierosa. Spogląda na zdobiący jego pierś Krzyż Żelazny, którym odznaczono go za udział w kampanii wrześniowej 1939 r. oraz w kampanii wschodniej. - To koniec - przyznaje i strzela sobie w skroń

Gdy 1 października 1944 r. zostaje mianowany przez samego fuhrera na dowódcę tzw. opolskiego rejonu umocnionego, wciąż wierzy, że zła dla Niemców karta jeszcze się w tej wojnie odwróci. - Jestem dumny, mein fuhrer, że wyróżniłeś mnie spośród grona generałów i wybitnych oficerów, powierzając dowództwo nad jednym z pięciu miast-twierdz - mówi odbierając nominację.

Miasta-twierdze mają przecież odegrać niezwykle istotną rolę w strategii przygotowanej przez Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych, która przewiduje zatrzymanie rozpędzonych sowietów na linii Odry, ostatniej naturalnej przeszkodzie przed Berlinem.

Festung Oppeln ma być jednym z tzw. Wellenbrecher (łamaczy fal), powstrzymujących impet ofensywy przeciwnika, wiążąc go w długotrwałe i wyczerpujące walki, uniemożliwiając jednocześnie łatwe forsowanie zamarzniętej rzeki. Pułkownik von Pfeil od chwili przybycia do Opola osobiście nadzoruje budowę umocnień na dwóch pierścieniach obrony. Zewnętrzny ma 80 kilometrów i sięga na północy po Turawę i Małą Panew. Na linii Szczedrzyk - Ozimek Niemcy wykorzystują naturalne przeszkody do stworzenia tzw. pozycji ryglowej. Najeżona zasiekami, okopami przeciwczołgowymi, transzejami i dwuosobowymi betonowymi bunkrami ma zatrzymać nacierające z Górnego Śląska oddziały 1. Frontu Ukraińskiego. - Nie żałować tu betonu ani żelastwa - instruuje budowniczych rygla. Wie, że przełamanie tej pozycji oznaczać będzie śmiertelne niebezpieczeństwo dla opolskiej twierdzy, gdyż wtedy będzie osiągalna dla wrogiej artylerii.

Tego pierścienia mają bronić trzy dywizje piechoty (nie licząc garnizonu opolskiego), dla których w wielu punktach przygotowano zapasy żywności i amunicji na pół roku.

W samym mieście, czyli tzw. pierścieniu wewnętrznym, linia obrony opiera się na zasiekach i schronach bojowych. Von Pfeil rozkazuje też przekształcić niektóre kamienice w silne punkty oporu, zabarykadować ulice przelotowe oraz zbudować dużo bunkrów i schronów przeciwlotniczych. Za wiaduktem kolejowym w okolicach dzisiejszej ul. Oleskiej buduje prowizoryczny pas startowy dla samolotów Luftwaffe.

Jednak z każdym tygodniem jego wiara w powodzenie misji maleje. - Pomimo mych ponagleń z Rzeszy wciąż nie nadchodzą środki na umocnienia pasa zewnętrznego, jak też obiecane uzbrojenie - skarży się swym podwładnym. Szczególnie niepokoi go brak niszczycieli czołgów, a przecież jasne jest, że Opole będą atakować doborowe gwardyjskie oddziały pancerne.

Operacja Frantic

Słabość obrony przeciwlotniczej miasta dobitnie uświadamia dowódcy Festung Oppeln nalot amerykański z 18 grudnia 1944 r. Ok godz.12.27 kilka bombowców typu Boeing B-17C i Consolidated B-24J Liberator pod osłoną myśliwców celuje prawdopodobnie w mosty na Odrze i zakład produkujący elementy czołgów oraz części do rakiet V1 i V2 (późniejsza Ofama).

Bomby trafiają jednak w domy mieszkalne na dzisiejszych ulicach Niedurnego, Topolowej, pl. Piłsudskiego, Książąt Opolskich, Piastowskiej, na Ostrówku i przy Odrowążów. Na Książąt Opolskich (Nikolastrasse 25) burzą hotel Hucha, w którym trwa przyjęcie weselne. Ginie ok. 40 osób.

Jedna z bomb uderza też w gmach rejencji (dziś pl. Wolności), uszkadzając skrzydło kasowe. Trafiony zostaje też gmach sądu krajowego (ul. Sądowa). Łącznie śmierć ponoszą 104 osoby, w tym ok. 40 robotników przymusowych, głównie Polaków.

Abwehra nie powiadomiła von Pfeila o planowanym nalocie, gdyż aliancka operacja powietrzna o kryptonimie "Frantic" nie przewidywała ataków na Opole. Celem nalotów, w których bierze udział ok. 400 bombowców, są zakłady produkcji paliw syntetycznych w Kędzierzynie i w Zdzieszowicach.

18 grudnia flota powietrzna, którą dowodzi generał brygady Charles W. Lawrence, ma szczęście. Celnie i szybko bombarduje zakład Schaffgotsch Benzin w Zdzieszowicach, w którym wg amerykańskich szacunków miesięcznie produkuje się 70 tys. ton paliw syntetycznych. Za ten sukces płaci Opole. Spadają na nie bomby, których nie trzeba już było zrzucać na Zdzieszowice.

Wsparcie nie nadejdzie

- Ogłosić stan podwyższonego pogotowia alarmowego - rozkazuje płk von Pfeil 14 stycznia 1945 r. Zwiad donosi bowiem o niezwykle szybkim rajdzie radzieckiej 3. Armii Pancernej Gwardii z rejonu Namysłowa ku Opolu. Dowódca 1. Frontu Ukraińskiego marszałek Iwan Koniew rozkazał jej zaatakować tyły niemieckiego zgrupowania górnośląskiego, które powstrzymuje w krwawych walkach przesuwanie się 5. Armii Gwardii. Ta ma za zadanie do 22 stycznia przeciąć drogi kolejowe i bite, prowadzące do Opola, oraz wziąć udział w zdobywaniu Festung Oppeln.

Pozycje wzdłuż zewnętrznego pierścienia obronnego muszą zająć jednostki garnizonu opolskiego. - Dowództwo Grupy Armii A nie przydzieliło nam obiecanych trzech dywizji. Nie ma skąd ich wziąć. Nie możemy już wygrać tej wojny - mówi gorzko do swego adiutanta von Pfeil.

Jedyne, co dowództwo mogło zrobić dla Opola, to rzucić przeciwko radzieckim pancernikom grupę operacyjną z ośmioma działami przeciwpancernymi. Grupa ta zmusza czerwonoarmistów do zmiany marszruty, ale nigdy już do Opola nie wraca.

Dla von Pfeila staje się wtedy jasne, że los miasta jest przesądzony. Z 10 tys. ludzi, jakich ma pod bronią, tylko część stanowią zaprawieni w bojach żołnierze (ok. 6 tys.). Reszta to żandarmi, ok. 500-osobowy batalion polskich granatowych policjantów wycofujących się z Generalnego Gubernatorstwa oraz bataliony Volkssturmu i obrony terytorialnej. Dowódca jest doświadczonym oficerem, wie, że w starciu z otrzaskanymi w bojach sowieckimi oddziałami liniowymi te jednostki będą bez szans.

Wszelkich złudzeń pułkownik pozbywa się 21 stycznia podczas narady w Opolu z udziałem ministra uzbrojenia i produkcji wojennej III Rzeszy Alberta Speera i dowódcy Grupy Armii A feldmarszałka Ferdinanda Schoernera. - Oppeln szybko padnie, jeśli nie przyślecie nam posiłków! - krzyczy von Pfeil. - Jednostki dowodzonej przeze mnie armii istnieją tylko w teorii - odkrzykuje feldmarszałek Schoerner. - Straciliśmy czołgi i broń ciężką.

Speer zapewnia dowódcę opolskiej twierdzy, że zrobi wszystko, co w jego mocy, by lada dzień dotarły tu działa opancerzone i artyleryjskie. Tuż przed końcem narady do gabinetu wpada adiutant von Pfeila. - Rosyjscy zwiadowcy są na północnych przedmieściach - rzuca. Schoerner pośpiesznie wyjeżdża z Opola. - Rozkazuję ci bronić miasta do ostatniego żołnierza - słyszy na pożegnanie dowódca opolskiej twierdzy. Kilka godzin później Graf von Pfeil odbiera sobie życie w swej kwaterze (dziś budynek policji przy ul. Korfantego). Nazajutrz rano zostaje pochowany na cmentarzu przy dzisiejszej ul. Wrocławskiej.

Wycofujcie się

23 stycznia. Komendę nad garnizonem opolskim obejmuje generał artylerii Walter Hartmann. Ale sytuacja miasta-twierdzy jest już krytyczna. Oddziały radzieckiej piechoty zajmują Zakrzów i Wróblin. Tam dochodzi do pierwszych w okolicach Opola mordów, rabunków i gwałtów. Czerwonoarmiści biorą odwet za bestialstwo Niemców na wschodzie. Tragiczną ironią losu jest, że mszczą się na ludności śląskiej, głównie polskojęzycznej.

Groszowice szturmuje tymczasem batalion pancerny. Rubież Groszowice-Grotowice osiągają też wojska armii ogólnowojskowej oraz korpus pancerny. Od strony Olesna docierają do miasta związki korpusu pancernego oraz dwóch pułków piechoty. Miasto jest okrążone.

Hartmann próbuje jeszcze kontratakować. Dociera do niego łącznik z lewobrzeżnego Opola z wieścią, że w Komprachcicach właśnie rozładowano z pociągu dziewięć nowiutkich niszczycieli czołgów. - Niech przyjeżdżają do miasta. Skierować je do walki na ulice. Schnell! - rozkazuje.

Kolejny meldunek odbiera dowódcy twierdzy resztki nadziei na powodzenie tej akcji. - Oddziały burzące z Grupy Armii A bez powiadomienia nas wysadziły w powietrze oba mosty drogowe na Odrze [dzisiejszy Piastowski oraz u wylotu ul. Nysy Łużyckiej - red.] - donoszą Hartmanowi.

Z dowództwa armii nadchodzi nowy rozkaz: "W przypadku zaistnienia groźby okrążenia lub silnego naporu wojsk sowieckich wycofać się na lewobrzeżną część Oppeln i utrzymać je bezwarunkowo".

- Wycofujemy się za Odrę - rozkazuje Hartmann. Przenosi punkt dowodzenia do koszar na Półwsi. Nakazuje pozostałe w rękach niemieckich działa oraz niszczyciele czołgów ewakuować przez most kolejowy i most dla pieszych na Bolko.

Po zapadnięciu zmroku 23 stycznia mocno poturbowane w walkach o każdy dom w mieście jednostki dość sprawnie wycofują się na nową linię obrony. O północy wojska sowieckie okrążają centrum prawobrzeżnego Opola. O godz. 4 rano po tej stronie Odry nie ma już oddziałów niemieckich. Miasto płonie.

14:59, bartosz1981
Link