RSS
środa, 05 kwietnia 2006
Największe katastrofy na Bałtyku w 1945 roku
W wyniku postępów wojsk sowieckich, zimą 1944/1945 roku ludność cywilna zaczęła bezpośrednio odczuwać skutki wojny. Wielokilometrowe kolumny uciekinierów i wysiedleńców z obszarów, przez które przebiegała linia frontu, były coraz liczniejsze. Pierwsza fala uchodźców z Prus Wschodnich i okolic Kłajpedy, licząca ok. 600 tysięcy osób, dotarła na Pomorze Gdańskie już jesienią 1944 roku. Kolejny exodus ludności nastąpił w styczniu 1945 roku. Część z nich opuszczała Pomorze Gdańskie w specjalnych pociągach, samochodami i pieszo. Ponieważ droga lądowa prowadząca na zachód, wzdłuż wybrzeża, była coraz węższa, uciekinierzy stłoczyli się w portach mając nadzieję na ucieczkę droga morską. Niemiecka marynarka rozpoczęła ewakuację, setki tysięcy uciekinierów. Od 25 stycznia do 8 maja 1945 roku, droga morską wywieziono ponad 2 miliony osób. W niniejszej pracy chciałam przedstawić 3 największe katastrofy morskie, które wstrząsnęły społeczeństwem niemieckim w 1945 roku i do dziś budzą wielkie emocje wśród historyków. Mowa będzie o tragediach, jakie rozegrały się na pokładach statków "Wilhelm Gustloff", "General von Steuben" oraz "Goya". "Wilhelm Gustloff"- tragedia tego okrętu jest znana większości osób związanych z eksploracją m.in. z tego powodu, iż według niektórych plotek, miał on przewozić w ładowni Bursztynową Komnatę. To dlatego zaraz po wojnie wrak tego statku przez kilka lat skrupulatnie penetrowali radzieccy nurkowie. Z transportowcem tym związana jest jednak tragedia większa niż zatonięcie dobytku, może nawet dzieł sztuki. Stał się on grobowcem kilku tysięcy osób. Okręt zbudowany został w hamburskiej stoczni w 1937 roku. Miał 208 m długości i wyporność ponad 25 tys. BRT oraz rozwijał prędkość 15,5 węzła. Jak przystało na statek pasażerski posiadał 221 kabin dwuosobowych oraz 239 kabin czteroosobowych. Już 22 stycznia 1936 roku, gdy składano zamówienie na jego budowę planowano propagandowo ochrzcić go imieniem "Adolf Hitler", lecz führer miał inne plany i nie wyraził na to zgody. Zaproponował nazwanie statku imieniem "męczennika" III Rzeszy, szwajcarskiego przywódcy NSDAP - Wilhelma Gustloffa, zastrzelonego 4 lutego 1936 r. przez młodego żydowskiego studenta, Davida Frankfurtera. Transportowiec zwodowano uroczyście 5 maja 1937 r., a matką chrzestną była wdowa po zastrzelonym Wilhelmie Gustloffie - Hedwig Gustloff. Podczas uroczystości obecni byli wszyscy dostojnicy III Rzeszy z Adolfem Hitlerem na czele. Sam wódz miał zresztą na statku swój osobisty apartament. Od 10 września 1939 roku, po małej przebudowie "Gustloffa" zmienił swoje przeznaczenie z pasażerskiego, który zabierał na pokład ok. 1465 osób, na statek szpitalny. Od 1940 roku statek stał się bazą szkoleniową dla załóg okrętów podwodnych "II U-boot Leer Devision", która znajdowała się w Gdyni. Tę funkcję sprawował do stycznia 1945 roku. 21 stycznia kapitan statku Friedrich Petersen, otrzymał rozkaz by przygotować "Gustloffa" do ewakuacji uchodźców. Zaokrętowano ok. 3750 świeżo wyszkolonych w Gdyni marynarzy - specjalistów podwodnego pływania z II Dywizjonu Szkoleniowego Okrętów Podwodnych, kilkuset rannych żołnierzy, dziewczęta ze służby pomocniczej marynarki oraz kilka tysięcy cywilnych uciekinierów. Nie jest znana dokładna liczba osób, które zamierzały uciec statkiem do Niemiec. Historycy niemieccy oscylują miedzy liczbą 4658 a 6100 osobami. Według oficjalnego raportu na statku miało się znajdować ok. 6050 osób. Jest to jednak liczba zaniżona. Wielu uciekinierów przekupywało marynarzy, by tylko dostać swoją szansę ucieczki. Mówi się o liczbie 8000. 29 stycznia statek nie mógł opuścić portu, gdyż był tak przeładowany, iż wezwano na pomoc pogłębiarkę.

Wyruszył następnego dnia wraz z eskortującym go torpedowcem "Lowe" przy sile wiatru 5 stopni i stanie morza 4 oraz szalejącej zamieci śnieżnej. Z powodu wzburzonego morza i wysokiej fali "Lowe" nie mógł płynąć zygzakami, jak wówczas zalecano. Podobnie "Gustloff" utrzymywał kurs po prostej gdyż kapitan Petersen obawiał się czasochłonnego obciążenia statku. Prędkość nie przekraczała 12 węzłów. Przejście "Gustloffa" zostało starannie przygotowane. Okręt miał pod osłoną nocy przemknąć przez najniebezpieczniejsze rejony między Rozewiem i wyspą Bornholm. Dodatkowo brak było meldunków o nieprzyjacielskich okrętach podwodnych w tym terenie. Jednak koło godziny 19.00 w okolicach Helu znajdowała się sowiecka łódź podwodna "S-13", której dowódcą był komandor podporucznik Aleksander Marinesko. Przy tak złej pogodzie ni"""e mógł on utrzymać statku na głębokości peryskopowej, ani wynurzyć kiosku, gdyż łódź stałaby się łatwym celem dla Niemców. Komandor postawił wszystko na jedną kartę i rozkazał wynurzenie. Bardzo szybko z kiosku zauważono kontur wielkiego statku pasażerskiego przed prawą burtą. Marinesko zmienił kurs i powoli zaczął zbliżać się do statku. Musiał najpierw wyprzedzić swój cel i dopiero się zanurzyć nim rozpocznie atak torpedowy. Ok. godziny 21.08 „S-13” zajęła dogodna pozycje do ataku. W tym momencie "Gustloff" znajdował się między Ustką a Łebą. Wystrzelono w jego kierunku 4 torpedy. Pierwsza z nich osiągnęła cel 8 minut później, rozrywając poszycie dziobu. Druga zniszczyła mostek kapitański. Trzecia trafiła w maszynownię, natomiast czwarta utknęła w luku i dopiero po 30 minutach opuściła wyrzutnię. Na "Wilhelmie Gustloffie" eksplozje wywołały panikę. Statek natychmiast przechylił się o 5 stopni na lewą burtę. Nie wszystkie łodzie można było spuścić, gdyż żurawiki były mocno oblodzone. Kilka łodzi odczepiono zbyt wcześnie i wpadły do morza, inne przewracały się na falach z powodu przeciążenia. Na pokładzie walczono o tratwy ratunkowe, dochodziło do bójek, nawet padały strzały. Na zewnątrz panowała temperatura około -18 stopni Celsjusza. Każdy, kto dostał się do wody zamarzał w ciągu kilku minut. Około godziny 22.00 statek całkowicie zanurzył się w morzu. Uratowało się zaledwie 1252 osoby, z czego np. w Kołobrzegu schronienie znalazło 472 osoby uratowane przez kuter torpedowy. Wśród uratowanych byli trzej dowódcy Friedrich Petersen, Heintz Koller oraz Harry Weller. Drugą wielka katastrofą na Morzu Bałtyckim było zatopienie transportowca "General von Steuben". Był jednym z najbardziej luksusowych przedwojennych liniowców pasażerskich. Miał 168 metrów długości, 14 660 BRT i należał do północno-niemieckiego przedsiębiorstwa żeglugowego "Lloyd" w Bremie. Zwodowany pod nazwą "München" w 1923 roku w szczecińskiej stoczni "Vulkan", był jednym z najstarszych niemieckich statków handlowych i jednym z pierwszych, który zaczął pływać w rejsy dalekomorskie. Podczas jednego z nich - do Nowego Jorku - został niemal doszczętnie zniszczony przez pożar w porcie. Po odbudowie w 1931 roku przechrzczono go na cześć niemieckiego bohatera Wojny Secesyjnej w USA na "General von Steuben" i wznowiono rejsy transatlantyckie, po Morzu Śródziemnym i Bałtyku. Statek cieszył się ogromną popularnością wśród pasażerów, szczególnie po remoncie w 1938 r., od kiedy to zyskał sobie renomę najbardziej luksusowego i k""omfortowego parowca tego typu. W prospektach nazywano go "Pięknym białym Steubenem". W tym samym roku nazwę oficjalnie skrócono też do "Steuben".

Na zdjęciach, jakie zachowały się z tamtego okresu można podziwiać wysmakowane wnętrza kabin inspirowane secesją, przytulne salony koncertowe i stylowe palarnie cygar. Po wybuchu II wojny światowej statek pełnił rolę okrętu-bazy, a od 1 sierpnia 1944 r. służył jako transportowiec do przewozu rannych żołnierzy. W tym czasie elegancka biel kadłuba musiała ustąpić maskującym wojskowym odcieniom szarości, a pokłady zaludniane dawniej przez wczasowiczów zeszpeciło pojawienie się 12 działek przeciwlotniczych."Steuben" uczestniczył w ewakuacji wojsk i ludności cywilnej uciekającej w 1945 roku przed Armią Czerwoną. W ostatni rejs wyruszył w lutym z portu w Piławie. 9 lutego, już od godzin rannych rozpoczął przyjmowanie, o ile tak to można określić, szturmujących trap uciekinierów. Pierwszeństwo wszakże mieli ranni żołnierze. Dla uchodźców nie miało to wszakże istotnego znaczenia. Najważniejsze było, żeby wcisnąć się pomiędzy rannych i znaleźć się, na zbawczym, jak sądzono pokładzie. Na statku znajdowało się 1467 ciężko rannych i 1213 rannych mogących poruszać się na własnych siłach, ok. 900 uchodźców oraz personel medyczny z Niemieckiego Czerwonego Krzyża. Razem z załogą około 4 tysiące ludzi. Ciężko ranni żołnierze umieszczeni zostali na pokładzie spacerowym na rozłożonych materacach, lżej ranni na dolnych pokładach. Pomiędzy nich wcisnęli się uciekinierzy. W tłoku z trudem poruszały się siostry i sanitariusze oraz 400-osobowa załoga. Dokładne liczby nie są znane, gdyż w tak nerwowych warunkach brak było możności rejestrowania i sprawdzania. "General von Steuben" miał jak najszybciej dotrzeć do Kilonii, wyładować rannych i uciekinierów, zabrać posiłki i wejść do Piławy po dalszy transport rannych. Jedyną eskortę dla statku stanowił torpedowiec „T 196”, uzbrojony w 2 działa 105 mm, 4 wyrzutnie torpedowe i wyrzutnie bomb głębinowych, wyposażony ponadto w urządzenie do wykrywania okrętów podwodnych. Dowództwo niemieckie liczyło, iż transportowiec dysponuje wystarczająca prędkością by niepostrzeżenie przejść przez Zatokę Gdańską, a następnie przemierzyć przestrzeń miedzy Rozewiem a Ławicą Słupską. Było to konieczne także z tego powodu, gdyż statek nie był wyposażony w dostateczną ilość środków ratunkowych. Dla uratowania ponad 3000 ludzi, być może nawet 3500 nie wystarczałoby szalup i tratw, a nawet kamizelek ratunkowych. Ich przydatność, przy konieczności ewentualnego przebywania w lodowatej wodzie była iluzoryczna. Statek poruszał się z prędkością10 do 12 węzłów. "General von Steuben" został wykryty w rejonie na północny-wschód od Rozewia przez sowiecką łódź podwodną "S-13", ta samą, która 10 dni wcześniej zatopiła "Wilhelma Gustloffa". Dowódca łodzi komandor Marinesko, natychmiast chciał wystrzelić torpedy, jednak niespodziewanie towarzyszący "Steubenowi" torpedowiec "T 196" wykonał zwrot i z dużą prędkością zaczął podążać wprost na okręt podwodny. "S-13" zmuszony został do zanurzenia, aby uniknąć staranowania. Gdy niebezpieczeństwo minęło komandor Marinesko rozpoczął pościg za niemieckim okrętem. Dopiero 50 min po północy, 10 lutego, w rejonie na wschód od Ławicy Słupskiej, "S-13" wystrzelił dwie torpedy. Pierwsza trafiła kadłub na wysokości pomostu, druga - kotłowni. Statek utrzymał się na powierzchni wody zaledwie kilka chwil, po czym zatonął. Wkrótce nastąpiły dalsze eksplozje, prawdopodobnie wybuchły znajdujące się pod pełnym ciśnieniem kotły. Powstała straszliwa panika. Nie było żadnej możliwości zorganizowania ewakuacji i ratunku. Tylko nieliczni zdołali przedostać się z dziobowej części na pokład, ale to jeszcze nie oznaczało ratunku. Ześlizgiwali się więc do lodowatej wody razem ze skrzyniami i tratwami ratunkowymi. W parę minut od wybuchu torped pokład dziobowy zanurzył się aż do przedniego komina - statek położył się na prawą burtę. Załoga nie mogła spuścić łodzi ratunkowych, ani tratw nie tylko dlatego, że żurawiki były oblodzone, lecz ponieważ utrudniali to ludzie oblepiający je, walczący o miejsce. Akcja ratunkowa niewiele dała. Eskortujący torpedowiec wpierw usiłował zniszczyć okręt podwodny, gdy powrócił na miejsce katastrofy dla wielu było to już za późno. Uratowano tylko 300 osób, przeważnie żołnierzy. Trzecim wielkim cmentarzyskiem w Bałtyku jest wrak "Goyi". Statek ten został zwodowany jako chłodnicowiec w kwietniu 1940 roku w stoczni w Oslo. Jego wyporność wynosiła 5230 BRT. Rozwijał prędkość do 18 węzłów. Po zajęciu Norwegii przez Niemców przejęła go Kriegsmarine w 1941 roku, która dokończyła budowę i wcieliła go jako zaopatrzeniowca U-bootów. Od jesieni 1944 roku pełnił funkcję transportowca dla wojska. Od 1945 roku "Goyę" wykorzystywano jako transportowiec do ewakuacji niemieckich uciekinierów z Prus Wschodnich na Zachód. W swoich wcześniejszych 4 rejsach statek ten przewiózł bezpiecznie około 20 000 osób. 16 kwietnia 1945 roku ok. godziny 19.00 statek opuścił redę na Helu. Na pokładzie znajdowało się ok. 7000 osób, z czego sporą część stanowili żołnierze. "Goya" płynęła w konwoju z mniejszymi transportowcami "Kronenfels" i "Aegir", osłonę konwoju tworzyły dwa stawiacze min "M 256" i "M 328". Konwój poruszał się z prędkością 11 węzłów. Około 23.30 "Kronenfels" zatrzymał się z powodu awarii silnika, pozostałe statki stanęły i czekały aż uszkodzenie zostanie usunięte, nastąpiło to dopiero po godzinie. Krótko po tym jak konwój ruszył ponownie "Goya" został namierzony przez radziecką łódź podwodną "L-3" pod dowództwem Władimira Konstantinowicza Konowałowa. Przed północą, w odległości kilkunastu mil od Rozewia, "L-3" wystrzelił 4 torpedy, z których 2 trafiły w statek. Jedna trafiła w zbiorniki paliwa powodując eksplozję, która złamała t"ransportowiec w pół. W ciągu kilku minut statek znalazł się pod wodą. Okręty, które towar"""zyszyły "Goyi" w konwoju popłynęły dalej, żeby uciec z obszaru zagrożonego atakiem, a oba stawiacze min ruszyły w pościg za łodzią podwodną. Gdy "M 328" powrócił na miejsce katastrofy udało mu się wyłowić tylko ok. 100 rozbitków, a wśród nich tylko 4 osoby cywilne. Drugi stawiacz min uratował 82 osoby - samych żołnierzy. Mimo, iż był kwiecień, woda miała zaledwie 3 stopnie Celsjusza. Zginęło około 6800 osób. Była to i jest do tej pory, największa katastrofa morska w dziejach ludzkości. Za swój "wyczyn" Władimir Konstantinowicz Konowałow otrzymał tytuł Bohatera Związku Radzieckiego. Wrak "Steubena" jest obok "Wilhelma Gustloffa" i "Goyi" największym grobowcem spoczywającym na dnie w rejonie polskiego wybrzeża. Przypomina nam wydarzenia, które nie powinny się powtórzyć. Jest przestrogą i lekcją. Można postawić sobie pytanie dlaczego Sowieci torpedowali statki powszechnie uważane za okręty szpitalne, jak to miało miejsce w przypadku "Gustloffa" i "Steubena". Odpowiada za to niemieckie dowództwo wojskowe. 19 lipca 1941 roku i 27 lutego 1942 roku rosyjski minister spraw zagranicznych Mołotow oświadczył placówkom dyplomatycznym Szwecji, Wielkiej Brytanii, Japonii i Bułgarii w Moskwie, że chociaż Związek Radziecki nie jest sygnatariuszem konwencji haskiej o prawach wojny, uznałby ten układ za obowiązujący na swoim terytorium, gdyby Niemcy uczynili to samo. Na oba wystąpienia Niemcy odpowiedziały odmownie.
08:57, bartosz1981
Link